Strona główna

Sprawy bieżące

Więcej o nas

Prezentacje

druki

Kontakt

Grażyna Orłowska-Rybicka

Cmentarze na turystycznych szlakach

"Gdy gaśnie pamięć ludzka,
dalej mówią kamienie"

St. Kardynał Wyszyński
Prymas Polski

Cmentarz - to wg Słownika Wyrazów Obcych PWN - miejsce, zwykle ogrodzone, gdzie w grobach pojedynczych i zbiorowych grzebie się zmarłych lub przechowuje prochy po ich kremacji.

Na przestrzeni wieków szczątki ludzkie grzebano w różny sposób. Zawsze jednak otaczano je szacunkiem i towarzyszyły temu odrębne ceremonie.

Cmentarze, te w dzisiejszej formie to wynik odchodzenia od pochówków w obrębie świątyń. Tego rodzaju tradycja początkami sięgała IV w n.e., a jej kres przyniósł XVIII wiek, dokładnie rok 1777, kiedy we Francji ukazał się Edykt Nantejski. Zresztą również pierwsi chrześcijanie swoje nekropolie umieszczali, zgodnie z prawem rzymskim, poza miastami.

zdjęcie

W Polsce zwyczaj taki upowszechnił się w połowie XVIII w. Chociaż trudno było niejednej rodzinie zrezygnować z pochówku w specjalnym miejscu, jakim był kościół (krypty) czy jego bezpośrednie sąsiedztwo.

Jesień to pora roku, skłaniająca do przemyśleń i refleksji nad przemijaniem czasu i ludzkich istnień. Cmentarz to miejsce szczególne, gdzie mówią o ludziach groby. Ich stan często świadczy o naszym stosunku do zmarłych. A ziemia Polska usiana jest grobami wielu kultur i narodów. Czasem trudno przełamać niechęć do wrogów, którzy byli zaborcami. Ale warto też pamiętać o tym, że w armiach zaborców (austro-węgierskiej, niemieckiej i rosyjskiej) walczyli obywatele wielu narodowości. Również Polacy, i to po przeciwnych stronach, a jeśli polegli zostali pochowani na tym samym cmentarzu.

Podczas wędrówek (nie tylko tych jesiennych) nasze drogi często prowadzą na cmentarze, duże nekropolie, małe cmentarze wiejskie i cmentarze wojenne (z I i II wojny światowej).

***

Po z górą 23 latach trafiłam ponownie na dłużej do Krempnej. W pamięci zachowałam wspomnienia z tych terenów kojarzące się z ciszą, spokojem i charakterystycznymi kopułami cerkwi, w pobliżu której, na słupie było bocianie gniazdo. Na mapach turystycznych (PPWK-1974) nie zaznaczono cmentarzy z I wojny światowej, ani w Krempnej, ani w Grabiu, czy Ożennej.

W ubiegłym roku byłam tu znowu, na krótko, bo tylko przejazdem. Tak niewiele się zmieniło. Postanowiłam, że przyjadę tu na trochę dłużej. Tym bardziej, że w oddalonej, zaledwie o 3 km, od Krempnej Kotani prowadzą nieduże schronisko Barbara i Dariusz Mielczarkowie. Znamy się ze wspólnych przedsięwzięć na polu turystyki jeździeckiej. Oboje są przodownikami górskiej turystyki jeździeckiej PTTK i instruktorami- wykładowcami. W dniach 2-6 września 2002 roku w ramach działalności Komisji Górskiej Turystyki Jeździeckiej ZG PTTK, której członkiem jest Darek, zorganizowano szkolenie dla przodowników. Dziś, kiedy nieco narzekamy na brak młodych w Towarzystwie, turystyka jeździecka jest magnesem przyciągającym, właśnie młodych. Rozmawiam z kursantami, wypytuję o wrażenia z kursu - to w drodze do Krempnej, w przerwie obiadowej. Magda (której tata ma gospodarstwo agroturystyczne w Lipowcu i oczywiście konie) opowiada o wykładzie na temat cmentarzy z I wojny światowej, który miał jakiś człowiek (zapomniała nazwiska) o niezwykłej wprost wiedzy, cytował z pamięci inskrypcje zamieszczone na cmentarzach. Jeśli, to był ktoś o tak rozległej wiedzy, to mógł, to być tylko - pan R. Frodyma. Zamierzam spytać o to gospodarzy.

Późnym popołudniem przyjechali, zaproszeni przeze mnie Barbara i Zbyszek Twarogowie z przeźroczami o Beskidzie Niskim, w tym również przedstawiające cmentarze z I wojny światowej. Niektóre okazują się już dokumentalne, wobec zniszczeń, jakich dokonał przez lata czas i ludzkie zapomnienie.

zdjęcie

Wieczorem wracam do mojego pytania, a właściwie upewniam się, że wykład o Beskidzie Niskim miał R.Frodyma. Kolejne pytanie skąd się znają. I wtedy zaczynają się opowieści Barbary i Darka jak trafili do Krempnej i pokochali Beskid Niski, jak odkryli zarośnięty krzakami i drzewami, zaniedbany i zapomniany cmentarz z I wojny światowej.

Wówczas jeszcze - rok 1989 - większość miejscowych uważała, że to cmentarz, na którym znajdują się mogiły zaborców (dlatego w 1978 roku nie miałam szansy trafić na ten cmentarz, mimo widocznego z okien Szkoły wzgórza, porośniętego lasem). Barbara rozpoczęła pracę w szkole jako nauczycielka, Darek - jeszcze w PGR - jako lekarz weterynarii. Po likwidacji PGR-ów udało im się odkupić konie i trochę ziemi wraz z budynkami gospodarczymi, w tym stajnię.

Kiedy ustalałam z Darkiem termin przyjazdu gorąco namawiał żebym została jeszcze parę dni, bo będą mieli uroczystość na cmentarzu z udziałem gości z Austrii. Nieco mnie to zaintrygowało, a że zaplanowałam urlop, to i zostałam na dłużej. Kolejne pytania dotyczyły, mającej się odbyć 14 września 2002 roku uroczystości. Okazało się, że sprawcami wszelkim poczynań wokół odbudowy cmentarzy w Krempnej, Grabiu są właśnie Barbara i Darek. Wyciągałam z nich opowieści przez kilka długich wieczorów. Wcześniej wiedziałam tylko, że są zaangażowani w remont zabytkowej cerkiewki w Kotani. Pokazali kronikę - historię odbudowy cmentarzy.

Na pierwszej stronie, w prawym rogu cytat "Tu cmentarz zielem porosły, jesień tu tylko ostu zapala świecę" - 1989 r. (pierwsze prace zaczęli w 1988 r.). Dalej zdjęcia, dokumentujące początki prac, karczowanie krzaków i drzew, oczyszczanie terenu. Opowiadanie gospodarzy i zdjęcia, które oglądam dają wrażenie jakbym oglądała film. Barbarze udało się namówić do prac młodzież ze szkoły, kolegę Jana Pawlusia - również nauczyciela i kilkoro dorosłych mieszkańców Krempnej. Przy pracach pomagali też zaprzyjaźnieni żołnierze WOP z Ożennej. Dzieci zbierały butelki, a pieniądze uzyskane z ich sprzedaży przeznaczono na zakup piasku i cementu. Potem prace murarskie przy naprawie muru cmentarnego i kamieniarki centralnej budowli cmentarza. W Dzień Zaduszny tego roku, pierwsze po tylu latach, nabożeństwo na cmentarzu za dusze zmarłych, w którym uczestniczy cała szkoła. A na kamiennym pylonie, już nie grożącym zawaleniem inskrypcja: "W pamięci, miłości i błogosławieństwie pokoju żyje nasza śmierć. Walczyliśmy pierś w pierś, zmartwychwstaniemy ramię w ramię".

zdjęcie

Do szkoły przyjeżdżają goście z dalekiej Styrii, przedstawiciele Austriackiego Czarnego Krzyża. Powstaje wspólny Komitet Odbudowy Cmentarza nr 6 w Krempnej. Na jego czele stanął dr Herwig Brandstetter z Grazu, a ze strony polskiej wojewódzki konserwator zabytków. W wakacje 1990 r. przyjeżdżają żołnierze - tym razem w misji pokojowej - z 54 Pułku Obrony Krajowej, który kultywuje tradycje 27 CK Pułku piechoty im. "Króla Belgów". Żołnierze tego pułku spoczywają na cmentarzu w Krempnej. Żołnierze austriaccy przyjechali w ramach własnych urlopów. Przywieźli sprzęt specjalistyczny i materiały - przywrócono dawną świetność bramce wejściowej na cmentarz, oczyszczono groby i ponownie ułożono, z wydobytych z ziemi kamieni obrysy mogił. Na jednym ze zdjęć scena z porannego apelu austriackich żołnierzy. Na masztach powiewają trzy flagi: polska, austriacka i styryjska. Podobno żołnierze uczyli się również śpiewać polski hymn.

Następne zdjęcia przedstawiają prace, trwające blisko rok, jakich podjęli się w wolnych chwilach Darek Mielczarek i Andrzej Wróbel. Chodziło o wykonanie wiernych kopii 72 krzyży z modrzewiowego drewna. Wiosną na mogiłach zakwitły, posadzone goździki skalne - piękne zdjęcie, na którym Barbara podlewa kwiaty. W lipcu 1991 r., w przededniu uroczystości poświęcenia, już odbudowanego cmentarza, goście z Austrii pomagają wstawić nowe krzyże. Następny dzień to podniosła uroczystość. Przed cmentarzem na masztach powiewają flagi, jest orkiestra wojskowa, przy jednym ołtarzu duchowni różnych wyznań. Mnóstwo ludzi, podobno było ok. 4 tys. Podczas uroczystości przedstawiciel Austriackiego Czarnego Krzyża odznaczył Barbarę.

Na dalszych stronach kroniki kolejne zdjęcia, na których ledwo można wśród krzaków i zarośli dopatrzeć się fragmentów krzyży, kamiennej podstawy gontyny. To Cmentarz nr 4 w Grabiu. Powołano Komitet odbudowy cmentarza, a przewodniczącym został Darek. Przez 6 jesiennych dni od rana do wieczora Frodymowie, Mielczarkowie, J. Pawluś i S. Błażewicz wycinali krzaki tarniny i dzikiej róży. Wiosną pokazali efekty pracy przybyłym z wizytą roboczą przyjaciołom z Grazu. Potem wyjazd do Grazu. Byli gośćmi honorowymi 54 Pułku Obrony Krajowej, którego dowódca płk Urdh wraz ze swymi żołnierzami, znowu obiecał pomoc przy odbudowie cmentarza w Grabiu. Podczas tej wizyty, pod portretem patrona pułku dr H. Brandstetter wręczył krzyż Darkowi i p. Romanowi Frodymie. I znowu żołnierze tego pułku przyjeżdżają w Beskid Niski. Tym razem pracują przez tydzień na cmentarzu w Grabiu, a wraz z nimi ich dowódca. Prace trwają kilka lat, aż 3 września 1995 r. następuje poświęcenie odnowionego cmentarza, nad którym góruje odtworzona gontyna.

Podczas następnej wyprawy do Styrii, Barbara postanowiła odwiedzić Pawła Jurkovica, syna Dusana projektanta wielu cmentarzy w Okręgu Żmigród. Na jednym ze zdjęć, zrobionym podczas tej wizyty Barbara pokazuje akwarelę przedstawiającą dom w Zdyni, w którym kwaterował Dusan.

zdjęcie

Zabieram kronikę do schroniska, jeszcze raz ją obejrzę. Gospodarze maja jeszcze trochę spraw do załatwienia. Następnego dnia jestem świadkiem zmagań Barbary z załatwieniem autokaru, który mógłby przywieźć orkiestrę podhalańczyków. Trudno dostępny staje się wójt. Trzeba poprawić, rozjeżdżoną przez maszyny rolnicze, drogę dojazdową do cmentarza, wykosić wokół zielsko. W końcu sprawdzić stan kwater dla gości z Austrii. W piątek koło południa wydaje się, że ze wszystkim się uporała. Idziemy z Darkiem do lasu po maszty na flagi. Wędruje również pięcioletnia Ania, córka Barbary i Darka. Druga córka niespełna 3 letnia Kasia zostaje z mamą. Mamy również z mężem swój udział w pracach pomocniczych, odgrzebujemy w trawie dołki pod maszty i pomagamy je ustawić.

Wieczór dziewczynki spędzają z nami, rodzice pojechali powitać gości. I już następny dzień 14 września 2002 r. Ania wymyśliła, żeby zrobić małą wiązankę z polnych kwiatów. Cała rodzina odświętnie ubrana. Na cmentarzu wielu gości z Austrii w charakterystycznych strojach i styryjskich kapeluszach, to członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół 27 Styryjskiego Pułku Piechoty z Grazu. Jest też dr H. Brandstetter i książe Vinzent von Lichtenstein, wnuk ostatniego cesarza Austro-Węgier - Karola. Darek przypomina historię cmentarzy z I wojny światowej, są odznaczenia austriackie dla osób zajmujących się odnawianiem cmentarzy. Potem wszyscy uczestniczą w nabożeństwie ekumenicznym, a na koniec głos zabierają goście. Bardzo mądrze i w duchu europejskim przemówił wnuk ostatniego cesarza.

Po objedzie jedziemy z gośćmi z Austrii obejrzeć cmentarz w Grabiu. Turyści mogą tu trafić idąc niebieskim, granicznym szlakiem. Tu dopiero widać kunszt projektu Jurkoviča. Charakterystyczne drewniane krzyże, wieża-kaplica zwana gontyną. Całość pięknie wkomponowana w krajobraz. Nastrój tego miejsca doskonale oddaje inskrypcja, jak większość napisana niewątpliwie przez poetę - kapitana Hansa Hauptmana, zastępcę komendanta Wydziału ds. Grobów Wojskowych przy Komendzie Garnizonu w Krakowie.

Tu wśród ciemnych lasów, ziół pachnących
i gór błyszczących w dali
Dzielni żołnierze cesarza pokonawszy wroga
na spoczynek się udali
     Las krzyży, stary buk i kaplica
     Żywi odeszli - martwi pozostali
     Beskidzki wiatr gra - "ciszę"

Robimy zdjęcia. Darek pokazuje wyryte na kamieniu, przed wejściem na cmentarz, oznaczenia "HV" (Heeres-Vemessung - Geodezja Wojskowa).

zdjęcie

Potem jedziemy do Ożennej. Tu kolejne wyzwanie dla Mielczarków, czyli bardzo zniszczony cmentarz. Dobrze, że udało się nieco wykosić krzaki i co mniejsze drzewa samosiejki. Mimo dużych zniszczeń, goście z Austrii wiedzą, że jak wezmą się za to ludzie z Kotani, to uda się odnowić i ten obiekt. Jest okazja do krótkich rozmów z gośćmi. PTTK od razu kojarzą z Muzeum w Gorlicach.

Wracając odwiedzamy jeszcze cerkiew w Świątkowej Wielkiej i Kotani. Może za rok cerkiew w Kotani odzyska swoją dawną świetność. Towarzystwo Przyjaciół Krempnej i okolic za zebrane środki od darczyńców zakupiło nowy gont. Barbara wyszukała jakąś Organizację w USA, która zainteresowana jest dziedzictwem kulturowym i miejmy nadzieję, przyzna środki pozwalające na położenie nowego gontu. Nasi przyjaciele są pełni entuzjazmu, szczególnie Barbara, która następnego dnia pociesza proboszcza parafii, że może za jakiś czas uda się zastąpić szpetną blachę na cerkwi w Krempnej.


Sprawdź nasz XHTML 1.0!
Strona Komisji Historii i Tradycji Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego.
© Wszelkie prawa zastrzeżone.